O nas

Jesteśmy niewielkim gospodarstwem, w którym lawenda to nie tylko dekoracja, lecz pewien proces. Prowadzimy ogród pokazowy i plantację, pracujemy cały rok, tworzymy w krótkich seriach, pilnując jakości na każdym etapie.

Nasze początki

Lawenda ma krótki moment – tydzień, dwa, kiedy jeśli ma być użyteczna nie tylko „pod zdjęcia” – musi być ścięta i odpowiednio wysuszona. Jeśli zbierze się ją za późno, kwiaty łatwo się osypują, a jakość suszu dramatycznie spada. Dlatego zbieramy ją w odpowiednim momencie, ręcznie i tniemy sierpami – to daje kontrolę nad długością cięcia i odpowiednim momencie zbioru. We Francji na kilkuhektarowe pole wjeżdża po prostu kombajn i wrzuca zmieloną lawendową sieczkę na ciągniętą ciągnikiem obok przyczepę – kontener, który po zapełnieniu od razu przewożony jest do destylarni. U nas ten proces jest przeprowadzany rzemieślniczo – w 100% ręcznie.

Dla bezpieczeństwa pracujemy w rękawicach antyprzecięciowych z siatki nierdzewnej. Z własnego doświadczenia wiemy, ze rany po sierpie są bardzo głębokie, nie goją się zbyt dobrze i są bardzo bolesne. Do tego po takim wydarzeniu wyłączają takiego „żniwiarza” na dłuższy czas z jakichkolwiek cięższych prac. Uprawiając lawendę powiedzenie „pot, krew i łzy” nabiera zupełnie nowego znaczenia.

Zapraszamy do LawendOgrodu

Jak już wcześniej napisaliśmy lawendę ścinamy odpowiednio wcześnie – w fazie, w której rozkwitnięte są głównie dolne kwiaty, a górna część kwiatostanu jest jeszcze zwarta – w tzw „pączku” . Dzięki temu:

  • kwiaty lepiej trzymają się na łodydze (po prostu nie odpadają, za późno zebrana lawenda przy nawet niewielkim poruszeniu zacznie się kruszyć, odpadać),
  • susz jest równy i pełniejszy (mamy gałązki „oblepione” zwartymi kwiatkami, które jeśli są dobrze wysuszone – łatwo da się je wykruszyć),
  • aromat jest mocniejszy, zwłaszcza po roztarciu pączków w palcach – cała „moc” dobrego suszu lawendowego tkwi w tych niepozornych zwartych „pączkach” – olejek eteryczny zamknięty jest w środku. Dopiero ugniatanie gotowego woreczka powoduje pękanie pąków wewnątrz woreczka i uwalnianie olejku eterycznego.

Do tej pory pamiętamy opowieść jednej z klientek na targach, która pytała nas – jak to robimy, że nasze woreczki tak pachną – na pewno czymś je nasączamy. To nie jest anegdotka, która ma sprawić by ten tekst się łatwiej czytał – takie pytania mamy chyba na każdych targach. Bez względu na to, czy są to niewielkie wydarzenia u nas lokalnie w Boguchwale czy Strzyżowie, czy duże targi z tysiącami odwiedzających w Warszawie. Niemal zawsze to pytanie pada i niemal zawsze odpowiedź jest taka sama.

Zwykle po krótkiej rozmowie znajdujemy przyczynę niepowodzeń. Otóż lawenda klientki została zebrana gdy już przekwitała (bo wcześniej było szkoda ją zebrać), została związana w grube pęczki i powieszona na strychu. Kumulacja tego, czego nie powinno się robić z lawendą! Klientka zebrała lawendę z której większość olejków zdążyła się już ulotnić podczas zbyt długiego kwitnienia, została zebrana za późno, została zebrana w zbyt grube pęczki i suszona w miejscu zbyt gorącym i bez przewiewu. Efekt finalny – coś o zapachu starego siana z lekką nutą lawendy i krótko utrzymującym się zapachem.

Późnym latem noce są już chłodne, ale na strychu nadal temperatury za dnia pewnie i w okolicy 40 stopni – w dzień lawenda się mocno zagrzała, nie dość jednak by wyschnąć – brak przewiewu, po zachodzie słońca temperatura jednak mocno spada co może czasami powodować skraplanie się wody, rosę – to świetne środowisko dla rozwoju pleśni. Materiał roślinny pozbawiony już większości antyseptycznych olejków eterycznych nie jest już tak odporny na pleśnienie. Nie przedłużając – o jakości suszu decyduje głównie szybkie, odpowiednie suszenie.

Ciach, ciach...żniwa w LawendOgrodzie.

Gleba: badania i pH pod kontrolą

Przynajmniej dwa razy w roku robimy badania gleby i na bieżąco kontrolujemy pH. Jeśli potrzeba korekty, wspieramy się sprawdzoną kredą z Jury Krakowsko-Częstochowskiej – prostym, sprawdzonym rozwiązaniem, które dobrze się u nas sprawdza w praktyce. Jeśli ktoś Wam mówi – dajcie pod lawendę skorupki z jajek i będzie ok… hmm, no nie do końca tak to jest. W biochemii życia lawendy jest cała masa powiązań zależnych od temperatury (gleby i powietrza!), wilgotności gleby, dostępności azotu, wapnia, fosforu i potasu. Do tego dochodzi konieczność dostarczenia odpowiednich składników w odpowiedniej ilości i w odpowiednim czasie. Wszelkie niedociągnięcia zobaczymy wczesną wiosną, kiedy wszystkie zaniedbania jeśli chodzi o terminy wykonania zabiegów, czy braki w odpowiednim nawożeniu z pewnością dadzą o sobie znać. Z uprawą lawendy jest trochę tak jak z pszczelarstwem – początkiem roku jest lato roku poprzedzającego!

Uprawa bez „ciężkiej chemii”

W naszych uprawach nie stosujemy „ciężkich” środków ochrony roślin. Stawiamy na możliwie proste prowadzenie plantacji i stałą obserwację – tak, żeby rośliny były zdrowe, a surowiec przewidywalny jakościowo i w odpowiedniej do przetwórstwa ilości. Rośliny muszą mieć odpowiednio przepuszczalną glebę, ale nie przesychać za bardzo, muszą rosnąć na tyle gęsto by dać zadowalający nas plon, ale nie na tyle gęsto, by podwyższoną wilgotnością prowokować rozwój chorób grzybowych.

Gospodarstwo zaprojektowane pod pszczoły i inne zapylacze

Od początku urządzamy gospodarstwo tak, aby pożytek był możliwie ciągły. Dbamy o to, by cały czas coś kwitło bez większych przerw od wczesnej wiosny aż do późnej jesieni:

Warsztaty owadzie za nami. Dziękujemy wszystkim odważnym i dzielnym uczestnikom, których n
  • wiosną startujemy od kilku tysięcy krokusów, które mamy wysadzone w części międzyrzędzi (mamy część plantacji urządzoną „pod zdjęcia” – lawenda celowo wysadzona jest w dość daleko oddalonych od siebie rzędach, gdzie rośnie doglądany trawnik),
  • spora część ogrodzenia gospodarstwa obsadzona jest selekcjonowanymi, „pszczelarskimi” odmianami wierzb pochodzącymi w większości z Instytutu z Puław
  • w sezonie, poza lawendą kwitną u nas m.in. przegorzany, rożniki przerośnięte i inne rośliny miodo- i pyłkodajne, obecnie rozwijamy naszą drugą część gospodarstwa, której oferta będzie skierowana m.in. do pszczelarzy, ale też i osób, które chcą zaprosić owady do swojego grodu
  • jesienne „dziury pożytkowe” domykamy rozchodnikami okazałymi i astrami nowoangielskimi oraz nowobelgijskimi (marcinki) – nie są to w naszym gospodarstwie ilości dające miód do pozyskania, ale to świetna baza pożytkowa „na rozwój”.

Testujemy też rośliny mniej oczywiste dla naszego regionu. Wśród nich jest m.in. lawendyna Budrovka przywieziona z Chorwacji oraz róża damasceńska. Sprawdzamy, co daje najlepszy efekt w podkarpackich warunkach i co tak na prawdę można uprawiać w naszych zmiennych, podgórskich warunkach klimatycznych.

W gospodarstwie można zobaczyć również wiele odmian:

  • traw ozdobnych: m.in. miskanty, rozplenice, prosa, turzyce. Jeśli chcesz – możesz je u nas obejrzeć i zamówić po upewnieniu się, że dana odmiana to dokładnie „to”, czego szukasz (pokrój, wysokość, kłos, tempo wzrostu, wygląd w sezonie).
  • hortensji: bukietowych (kilkadziesiąt odmian), ogrodowych, krzewiastych, dębolistnych
  • róże: odmiany historyczne, parkowe, angielskie, damasceńskie oraz rugosy
  • kilkadziesiąt odmian host (funkie)
  • wiele bylin, które nie sposób tutaj wszystkie wymienić